Był agresywny, miał omamy i groził personelowi. Nowe fakty ws. tragedii w szpitalu

5

Prokuratura i policja gromadzą materiał dowodowy ws. tragedii, jaka rozegrała się w szpitalu w Kutnie. Dziś śledczy ujawnili nowe fakty dotyczące śmierci 37-latka.

Jak informuje Krzysztof Kopania, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Łodzi, z dokonanych ustaleń wynika, że 37 – latek przywieziony został do kutnowskiego szpitala w sobotę 9 marca 2019 roku. Ze względu na rodzaj stwierdzonych dolegliwości zakwalifikowano go do pobytu na oddziale chorób wewnętrznych i umieszczono w dwuosobowej sali. Sąsiednie łóżko zajmował 71 – letni mężczyzna.

„Był agresywny, miał omamy i groził personelowi”

Z informacji przekazanych przez szpital wynika, że w stosunku do 37 – latka wdrożono czynności lecznicze. Około północy z 11 na 12 marca 2019 roku mężczyzna ten zaczął zachowywać się agresywnie. Z zabezpieczonej dotychczas dokumentacji wynika, że o godzinie 00:45 podjęto decyzję o konieczności zastosowania wobec niego przymusu i unieruchomienia go poprzez przywiązanie pasami bezpieczeństwa do łóżka.

Z materiałów wynika, że mężczyzna był agresywny, używał słów wulgarnych, domagał się papierosa grożąc przy tym personelowi. Jego zachowanie wskazywało na to, że może mieć omamy, chce opuścić szpital, nie ma świadomości miejsca, w którym się znajduje. Podano pacjentowi leki uspokajające, co doprowadziło do jego wyciszenia.

Zgodnie z obowiązującymi procedurami, co kwadrans stan pacjenta upiętego pasami powinien być kontrolowany. Trwają ustalenia w jaki sposób ten obowiązek był realizowany. Zabezpieczono raporty z dyżuru nocnego. Kwestia ta jest przedmiotem szczegółowych przesłuchań.

Obudzony przez ogień i krzyk

Około godziny 1:40 z sali wybiegł 71–latek, wzywając pomocy. Z jego relacji wynika, że został obudzony przez ogień i krzyk unieruchomionego na łóżku 37 – latka. Przystąpiono do gaszenia ognia, powiadomiono straż pożarną. Niebawem w szpitalu pojawili się strażacy – pożar był już wówczas ugaszony. Ich działania sprowadzały się wówczas do zabezpieczenia i uwolnienia 37–latka z zastosowanych pasów. Pacjent przewieziony został na OIOM, gdzie udzielono mu pomocy medycznej. Jednocześnie organizowano transport do specjalistycznej placówki zajmującej się leczeniem poparzeń. Życia mężczyzny nie udało się jednakże uratować. Około godziny 9 w szpitalu kutnowskim stwierdzono jego zgon. Doszło do poparzenia 70% powierzchni ciała, głównie w obrębie klatki piersiowej.

Znaleziono zapalniczkę i paczkę papierosów

Z udziałem biegłego z zakresu pożarnictwa przeprowadzone zostały oględziny podczas których na łóżku zajmowanych przez 37–latka znaleziono nadpaloną zapalniczkę obok leżała napoczęta paczka papierosów. Na jutro zaplanowano sądowo – lekarską sekcję zwłok mężczyzny.

Trwają czynności mające na celu szczegółowe ustalenie w jakich okolicznościach doszło do pojawienia się ognia na łóżku zajmowanym przez 37–latka. Szczególnie istotne będzie sprawdzenie gdzie mogło znajdować się jego źródło. Dlatego też konieczna będzie szczegółowa analiza obrażeń doznanych przez mężczyznę oraz śladów pożaru znajdujących się na zabezpieczonych resztkach pościeli, fragmencie materaca i na fragmentach pasów unieruchamiających pacjenta.
Z całą pewnością zajdzie konieczność powołania biegłego z zakresu pożarnictwa.

– Należy także szczegółowo odtworzyć w jaki sposób mężczyzna został upięty w pasy i czy miał jakiekolwiek możliwości ruchu, w szczególności wykrzesania z zapalniczki ognia. Podejmowane są także działania mające na celu sprawdzenie, czy pojawienie się ognia mogło być konsekwencją zachowania innych osób. Niezależnie od tego badane są kwestie, dotyczące przestrzegania procedur przez szpitalny personel oraz związane z zapewnieniem pacjentom należytego bezpieczeństwa – mówi Krzysztof Kopania z Prokuratury Okręgowej w Łodzi.

Prokurator Rejonowy w Kutnie zwrócił się do Państwowej Straży Pożarnej i Powiatowego Inspektora Nadzoru Budowlanego o przeprowadzenie kontroli mających na celu sprawdzenie, czy oddział i sala w którym przebywał pacjent spełniają wymogi bezpieczeństwa z punktu widzenia przepisów przeciwpożarowych.

W sprawie zabezpieczono już niezbędną dokumentację związaną z pobytem pacjenta w szpitalu, z podjętymi środkami przymusu. Na dzisiaj zaplanowano kolejne przesłuchanie.

Podstawą wszczęcia postępowania było przestępstwo polegające na nieumyślnym spowodowaniu śmierci 37–latka. Jest to jednakże wstępna ocena, która adekwatnie do poczynionych ustaleń może ulec zmianie.

Jeśli znalazłeś się na zdjęciach, a nie wyrażasz zgody na publikację swojego wizerunku, napisz do nas na redakcja@panoramakutna.pl

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za komentarze zamieszczane przez internautów. Jeśli widzisz nieodpowiednie treści, zgłoś nam na redakcja@panoramakutna.pl

5 WYPOWIEDZI

  1. Dokladnie jak mogl wyciagnac pspierosy zapalniczke skoro byl przywiazany pasami. Jak wogole jest mozliwe ze nikt z personelu nie uslyszal krzykow palacego sie pacjeta oraz dziwnego zapachu bo tako jaki napewno sie ulatnial z pokoju. Gdzie i co robil w tym czasie personel w srodku nocy na oddziele panuje cisza wiec slychac kazdy krzyk. Czemu w sali niebylo sprawnych czujnikow dymu.
    Sytuacja nie do wyobrazenia.

    • Podobno piętro wyżej pielęgniarki czuły swąd i dzwoniły na wew I.Chłopak krzyczał a one nie słyszały szok…na pewno słyszały tylko to zlekceważyły.O 00.45 zapięły go w pasy a o 1.40 było już po wszystkim i przez ten czas pewnie ani razu do niego nie zajrzały. Gdyby wchodziły co 15 minut to nie doszłoby do tragedii.Jak nic spały.

  2. Cóż , polski państwowy szpital, pielęgniarki powiedzą, że są źle opłacane, przepracowane, a w ogóle to nie są od pilnowania chorych, tylko od podawania leków, bo przecież nie są służącymi, tylko wykształconym personelem medycznym i spać też muszą.

  3. Zasadnicze i podstawowe pytanie jakim cudem pajcent zapięty w pasy unieruchamiajace był w stanie rozniecić ogień za pomocą chodźby zapalniczki.

    Drugie pytanie jest takie , ten człowiek znajdował się w normalnym szpitalu a nie psychiatrycznym , zgłosił się z problemem choroby wew. A nie umysłowej , dlaczego miałby podpalać łóżko.

    Trzecie pytanie co robił personel szpitala i jakim cudem doszło do śmiertelnego poparzenia które wymaga dobrych kilku minut bardzo wysokiej temperatury.

    Dla mnie ta sytuacja wygląda bardzo dziwnie i podejrzanie.
    Według mojej opini i dostępnych informacji można przypuszczać że mogło tu dojść do samo-zapłonu człowieka , jest to bardzo rzadkie , cięzko wytłumaczalne i nieznane nauce zjawisko w którym człowiek zaczyna sam płonąc bez własnej ingerencji albo osób trzecich.

    Jeżeli dziwnie się zaczoł zachowywać to być może coś przeczuwał lub coś zaczeło mu się dziać.
    Przypadki samo-zapłonów suę zdarzały wystarczy o tym poczytać.
    Bardzo dziwna sprawa.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here