– Dla jednych to zalane trzy kompoty, a dla drugich problem, z którym władze miasta nie są w stanie poradzić sobie od kilku dekad – tak mówią mieszkańcy al. ZHP, którzy po raz kolejny liczą straty po czerwcowych opadach i powoli tracą nadzieję, że obiecany kolektor odprowadzający wodę do Ochni kiedykolwiek zostanie zbudowany. – Nasz problem bagatelizuje się od lat – dodają.
Parafrazując słynny cytat Benjamina Franklina, pewne są tylko śmierć i podatki, a w Kutnie to, że po opadach deszczu pod wodą znajdzie się Al. ZHP. Mieszkańcy tej części miasta borykają się z problemem od lat, jednak sprawa nadal nie została załatwiona tak, jak należy. Zrezygnowani kutnianie o pomoc zwrócili się do naszej redakcji, a także radnych Janusza Kołodziejskiego i Tomasza Rędzikowskiego.
Wiceprezydent Kutna: Zalane piwnice i trzy kompoty
Do tematu Al. ZHP na ostatniej sesji odniósł się Jacek Boczkaja, zastępca prezydenta Kutna. Podkreślił, że przetarg na budowę kolektora został ogłoszony i nawet rozstrzygnięty, jednak wykonawca widząc, że jego oferta jest niższa o około 200 tysięcy od pozostałych, nagle się wycofał. Władze miasta zapewniają jednak, że niebawem ogłoszony zostanie kolejny przetarg.
J. Boczkaja stwierdził także, że jeżeli nastąpiły straty materialne w mieniu z powodu zalań, to oczywiście miasto jest ubezpieczone i wypłacone zostaną stosowne odszkodowania mieszkańcom.
– To zalanie, które jest tutaj na ZHP, to jest żadne zalanie. Widać było je choćby w Warszawie, a nie mówię już o Podkarpaciu, gdzie w ciągu pięciu minut ludzie tracą majątek kilku pokoleń. A tu są zalane piwnice i trzy kompoty. Oczywiście nie mówię tego z jakąś ironią, bo to są owszem straty w mieniu, ale naprawdę to nie są tak duże, jak mogłyby się zdarzyć – komentował J. Boczkaja.
Jak podkreślał z kolei prezydent Zbigniew Burzyński, kanalizacje w naszym mieście są przystosowane na średnie opady.
– Tak się dzieje wszędzie, w każdym mieście, że przy nawalnych opadach żadna kanalizacja nie odbierze tej wody. To jest projektowane na średnie opady, a jak spadnie 100mm deszczu w krótkim okresie i jest oberwanie chmury, to żadna instalacja sobie z tym nie poradzi – mówił Z. Burzyński.
Mieszkańcy al. ZHP: Nasz problem bagatelizuje się od lat
Zdziwienia słowami Jacka Boczkaji nie kryją mieszkańcy al. ZHP, którzy od wielu lat czekają na zajęcie się ich problemem.
– Wiele razy słyszeliśmy, że ledwo „nóżkę od lodówki nam zalało” i generalnie nic się nie stało. Jak ktoś tu nie mieszka, to nie zna skali problemu i to bagatelizuje. Tak jest od lat – mówi Marek Gliczyński.
– Raz woda zaleje przysłowiową „nóżkę”, a raz jest aż do pasa. Pamiętajmy, że to są bloki i piwnice dosłownie 1,5 na 1,5 metra. To nie jest domek, że można sobie na strych wynieść pewne rzeczy. Zimowe rzeczy latem znosi się do piwnicy i na odwrót. To nie jest kwestia zalania słoików, o których powiedział wiceprezydent, tylko o wiele większy problem – uważa z kolei Tomasz Netkowski. – Ja mam w piwnicy już nawet specjalnie położony stół, na którym trzymam wartościowsze rzeczy, bo kiedyś zalało mi wiertarkę i inne sprzęty. Straty są większe, niż się niektórym wydaje – dodaje Marek Gliczyński.
Jak podkreśla mężczyzna, który w bloku na Al. ZHP mieszka od 1986 roku, problem zalań poruszany jest od lat, jednak do tej pory nic w tej kwestii nie zrobiono.
– Sprawa związana z zalaniami jest wałkowana przez nas już od wielu lat. Chodziliśmy z tym wiele razy do prezydenta Burzyńskiego, były prowadzone rozmowy, obiecał nam poprawę tego wszystkiego,
a na razie kończy się na obiecankach – mówi Marek Gliczyński. – Byłem tu jednym z pierwszych lokatorów i na początku nie było zalań. One pojawiły się dopiero wtedy, gdy zaczęto betonować osiedla. Teraz, gdy mocniej popada, to woda z całego miasta dosłownie płynie do nas rwącym potokiem. A że nie ma nigdzie ujścia, to jesteśmy notorycznie zalewani.
Mieszkańcy zwracają także uwagę na zagrożenie epidemiologiczne spowodowane zalaniami.
– Ten szlam, który wpływa do piwnic, to nie jest zwykła woda. Teraz nawet, choć od ostatnich podtopień minął prawie miesiąc, nadal czuć zapach stęchlizny po wejściu na klatkę schodową – mówi Tomasz Netkowski. – Nikt nigdy nie przyszedł tu po zalaniach i nie przeprowadził żadnego czyszczenia piwnic czy dezynfekcji. I to tak wszystko od lat osadza się na podłożu w piwnicy, a nie wiadomo, ile tam bakterii – dodaje M. Gliczyński.
„Jest mi wstyd, że to się tak długo ciągnie”
W sprawie przebudowy kanalizacji na Al. ZHP interweniowało już wielu radnych, a ostatnio tematem zajął się między innymi Janusz Kołodziejski (Prawo i Sprawiedliwość).
– Od początku obecnej kadencji Rady Miasta Kutno zabiegam o rozwiązanie problemu notorycznego zalewania Al. ZHP. Jednak sam problem istnieje znacznie dłużej i do tej pory nie został rozwiązany. Po raz kolejny wnioskuję o przebudowę kanalizacji deszczowej przy wspomnianej ulicy i uznanie tej inwestycji za priorytetową – zwrócił się ostatnio z interpelacją J. Kołodziejski.
Podkreśla także, że po ostatnich zalaniach część ziemi przy bloku została wymyta i wraz z wodą dostała się do piwnicy bloku. Jak mówi, w wyniku tego powstały dziury i zapadliska.
– Trzeba je jak najszybciej uzupełnić i sprawdzić, czy nie naruszyły konstrukcji budynku. Posadzka fundamentowa bloku z każdym zalaniem jest coraz bardziej popękana, a jest to najważniejsza część konstrukcyjna budynku. Uważam, że należy zbadać stan techniczny budynku i sprawdzić, czy nie zagraża bezpieczeństwu mieszkańców. Lokatorzy obawiają się o swoje życie, ponieważ blok od początku istnienia miał tego typu problemy – uważa radny.
W sprawie problemu na ZHP wiele razy interweniował też Tomasz Rędzikowski (Porozumienie dla Kutna). Jak mówi, działa poza podziałami politycznymi, bo dla niego najważniejsze jest rozwiązanie problemu, z którym kutnianie borykają się od wielu lat.
– Jest mi trochę głupio i wstyd wobec wyborców, że to się tak długo wszystko ciągnie. W tamtym roku razem z Mariuszem Sikorą napisaliśmy interpelację w tej sprawie i uzyskaliśmy informacje, że miasto dołoży wszelkich starań, aby zrealizować tę inwestycję. Był przetarg, wyłoniony w nim wykonawca się wycofał i jakby to powiedzieć, zabrakło pary, aby dokończyć tę sprawę. Na Plac Wolności ogłoszonych było wiele przetargów, a tutaj po pierwszym wszystko jakoś umarło śmiercią naturalną – uważa radny Tomasz Rędzikowski.
• • •
Powyższy artykuł ukazał się w dzisiejszej gazecie Panorama Kutna. Po godzinie 9 biuro prasowe kutnowskiego magistratu poinformowało, że „Miasto Kutno ponownie przeprowadza postępowanie przetargowe na budowę kanalizacji deszczowej wraz z wylotem do rzeki Ochni w al. ZHP w Kutnie. Otwarcie ofert nastąpi 16 lipca br.”
– Pierwsze postępowanie, przeprowadzone w pod koniec 2019 roku, zostało unieważnione z powodu odstąpienia od podpisania umowy przez wyłonionego wykonawcę – dodaje biuro prasowe UM Kutno.





































