Ponad 30-letnia Skoda Favorit, afrykańskie upały sięgające 45 stopni, tysiące kilometrów i cel znacznie ważniejszy niż sama przygoda. Jubileuszowy Złombol 2026 dostarczył uczestnikom niezapomnianych emocji. Wśród załóg, które wyruszyły do Maroka, był także pochodzący z Krośniewic Michał Łopata, który wraz z ekipą Favorit Airlines spełnił marzenie noszone w sobie od lat.
Po publikacji historii Kamila Waleckiego z Kutna (Pojechał z Kutna do Afryki starą Skodą! Kutnianin wrócił ze „Złombolu”) odezwali się do nas Czytelnicy, informując o kolejnych uczestnikach tegorocznego Złombolu z Kutna i okolic. Dzięki tym sygnałom dotarliśmy między innymi do Michała Łopaty, który zgodził się opowiedzieć nam o swojej niezwykłej wyprawie. Do Maroka wybrał się z kolegą Dawidem z pobliskiego Lubienia Kujawskiego. Niewykluczone, że pojawią się jeszcze kolejne historie z udziałem mieszkańców naszego regionu.
Od marzenia do wielkiej wyprawy
Jak mówi Michał, pomysł związany z udziałem w wyjątkowym rajdzie dojrzewał przez długi czas. Wszystko zaczęło się od filmu z jednej z wcześniejszych wypraw Złombolu.
– Pomysł na udział w Złombolu pojawił się u mnie już dawno temu. Kiedyś zobaczyłem na YouTube film z wyprawy Złomboli na Nordkapp. Bardzo spodobała mi się zarówno sama idea rajdu, jak i miejsce, do którego jechali. Od tamtej pory zacząłem obserwować Złombol, a pomysł na udział cały czas był gdzieś z tyłu głowy. Gdy organizatorzy ogłosili, że celem jubileuszowej, 20. edycji będzie Afryka, stwierdziłem, że lepszej okazji już nie będzie i po prostu muszę tam pojechać – opowiada Michał Łopata.
Kiedy zapadła decyzja o starcie, przyszła pora na wybór samochodu. Początkowo w grę wchodziły dwa modele Polonez i Skoda Favorit. Ostatecznie wybór padł na czeskie auto, które według opinii innych uczestników uchodziło za stosunkowo proste i mało awaryjne.
Po kilku tygodniach przeglądania ogłoszeń udało się znaleźć odpowiedni egzemplarz. W komplecie był nawet drugi samochód przeznaczony na części.
45 stopni, wiatraczki i stara Skoda
Największym przeciwnikiem podczas wyprawy okazała się… pogoda.
– Temperatura dochodziła nawet do około 45 stopni, a w samochodzie oczywiście nie było klimatyzacji. Jechaliśmy z małymi wiatraczkami, ale przy takiej temperaturze niewiele pomagały. Telefony, powerbanki i inne urządzenia były praktycznie cały czas przegrzane. Zdarzało się, że nie dało się ich nawet naładować. Ratowaliśmy się otwartymi szybami, postojami i wszystkim, co mogło dać choć trochę ochłody – wspomina.
Mimo ekstremalnych warunków ponad 30-letnia Skoda spisała się znakomicie. Przez całą wyprawę jedyną awarią okazał się przepalony tłumik.
Samochód wzbudzał ogromne zainteresowanie także po drodze. Kierowcy machali, trąbili i robili zdjęcia, a we Włoszech zatrzymali ich nawet policjanci. Nie chodziło jednak o kontrolę drogową, tylko… funkcjonariusze chcieli obejrzeć Skodę i zrobić sobie z nią pamiątkowe zdjęcie.
Wjazd do Afryki, czyli niezapomniana chwila
Jednym z najbardziej emocjonujących momentów całej wyprawy była przeprawa promem do Maroka. Część załóg odpłynęła wcześniej, a ekipa Michała musiała poczekać na kolejny prom.
– Kiedy staliśmy na pokładzie samochodowym i czekaliśmy na zjazd z promu, wszystkie auta zaczęły trąbić, z głośników grała muzyka, a atmosfera zrobiła się naprawdę wyjątkowa. Wszyscy byli podekscytowani i nie mogliśmy się doczekać, aż w końcu otworzą rampę i wjedziemy do Afryki. To był moment, w którym naprawdę poczuliśmy, że cel jest już na wyciągnięcie ręki – opowiada.
Po dotarciu do Maroka nie zabrakło kolejnych wyzwań. Organizatorzy musieli przenieść metę w inne miejsce, jednak ekipie udało się odnaleźć nową lokalizację. Sporym zaskoczeniem był również styl jazdy miejscowych kierowców, do którego trzeba było szybko się dostosować.
Po osiągnięciu mety uczestnicy zwiedzali jeszcze Maroko, jednak z uwagi na obawy o wytrzymałość ponad 30-letniej Skody postanowili nie ryzykować dalszej jazdy po Afryce. Do Hiszpanii wrócili promem, skąd kontynuowali podróż.
Wzięli ich za gwiazdy festiwalu. Pytali, o której zagrają
Jedna z najbardziej nieoczekiwanych historii wydarzyła się już podczas powrotu. Na parkingu przy autostradzie w Hiszpanii ich Skodą zainteresował się Parkineos. Po krótkiej rozmowie zaprosił ekipę na organizowany w okolicach Girony Tramunfest.
– Na festiwal weszliśmy jako jego goście i dostaliśmy opaski VIP, podobne do tych, które mieli artyści. Przez to ludzie pytali nas, czy również jesteśmy DJ-ami i o której godzinie gramy. Wyglądaliśmy trochę tak, jakby Favorit Airlines wracało z Afryki prosto na europejską trasę koncertową – śmieje się Michał.
Najważniejsza była pomoc
Jak podkreśla uczestnik rajdu, najważniejszym elementem Złombolu pozostaje jego charytatywny charakter. Wszystkie wpłaty trafiają bezpośrednio do Fundacji Złombol, a uczestnicy sami pokrywają koszty przygotowania samochodów, paliwa, noclegów i całej wyprawy.
Ekipa Favorit Airlines zebrała 5365 zł, co jak przyznaje Michał jest bardzo dobrym wynikiem jak na pierwszy udział. Łącznie wszystkie załogi uczestniczące w jubileuszowej edycji zgromadziły ponad 3 miliony złotych na pomoc dzieciom.
Na zakończenie Michał Łopata dziękuje głównym darczyńcom, firmom Czerwin Group z Borek koło Łęczycy, Wiś-Mar z Kalisk koło Lubienia Kujawskiego oraz kutnowskiej WW Reklama, która przygotowała profesjonalne oklejenie samochodu. Dziękuje również pozostałym ekipom z Kutna, z którymi uczestnicy wspierali się zarówno przed startem, jak i podczas całej wyprawy.
– To właśnie ludzie i atmosfera między ekipami sprawiają, że Złombol jest czymś więcej niż tylko rajdem starych samochodów – dodaje Michał.
Michał kieruje także podziękowania dla wszystkich prywatnych darczyńcow, rodziców, znajomych i wszystkich, którzy pomagali, udostępniali i wspierali tę wyprawę.
Zobacz relacje na Instagramie Favorit Airlines >
























